Mjuzik

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 4

Nasł kolejny ranek powietrze na wyspie było dość rześkie.Szczerze.
dziś byłem pełny energii. Pobiegłem szybko do domu Bena i zapukałem do drzwi.W progu zastałem Amandę.
Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć o treningach ??- zapytała ze złością w głosie.
No dziś rano, a  tak po za  tym to co w tym jest nie tak??- odpowiedziałem.
Może to że zabijanie w tak młodym wieku nie jest normalne- powiedziała zirytowana.
Ach Amando ja i Ben mamy już ponad 100 lat, kilka razy kończyliśmy 18 lat jesteśmy pełnoletni-odparłem spokojnie.
No tak ale....-i właśnie w tedy przerwał jej Ben który jak dziki podbiegł do nas już gotowy do wyjścia-Spokojnie nie musisz się o nas martwić.
Pożegnaliśmy czarodziejkę i poszliśmy do domu Rebecci i Damonda. Nie zastaliśmy ich w domu więc poszliśmy do ogrodu obok domu.
Nareszcie ile można czekać-,,Miło'' powitał nas Damond.
A gdzie wasza przyjaciółka Amanda??-zapytała dziwnym głosem Rebecca
Została w domu a co??-odparł Ben 
Znam jeszcze z przed wieków czarodzieja który tu mieszka- powiedziała wampirzyca-nazywa się Taylor.
Pujdę po nią-powiedział Ben. Byłem w tedy bardzo zazdrosny,niewiem z jakich powodów.
Minęło zaledwie kilka minutm a moi przyjaciele stali tuż obok mnie .
Amando,pójdź ze mną niedaleko mieszka znany mi i Damondowi czarodziej- powiedziała Rebecca
A więc zostaliśmy tylko my troje?? to co zaczynamy trening??-zapytał zadowolony Damond
No dobra-odpowiedzielismy zgodnie ja i Ben.
Zaczęło się tym,że Ben miał się zmienić w wilkołaka.
Ale to strasznie boli!!-krzykná ze złością Ben.
Trening to trening musisz to zrobić,im częściej będziesz się zmieniał tym bardziej to będzie mniej bolesne aż wogle nie będziesz tego czuł- odpowiedział srogo nasz nauczyciel.
A ty to wogule skąd wiesz???!!!!-zapytał się mój przyjaciel.
Już wiele razy posiadałem przyjaciela wilkołaka - odparł Damond.
Tak wogle to która to będzie twoja przemiana???- powiedział trener
Chyba trzecia. Moja pierwsza trwała prawie całą noc i strasznie bolała- odparł Ben
To do roboty mamy cały dzień i całą noc. Raz dwa-powiedział ostro wampir.
A ja co będę robił??- spytałem
Wogle czemu przeszedłeś na wegetarianizm co??- zapytał mnie w prost.
To było bardzo trudne pytanie. W sumie to niezbyt chce zabijać ludzi ale w końcu mogę robić tak jak Damond i Rebecca. Brać krew ze szpitali. Ale niewiem czy bym sobie poradził z głodem i wogule co by NA TO powiedziała moja rodzina.
W sumie to niemoge poradzić sobie z głodem- odpowiedzialne szczerze.
Wiesz mi nie przechodzisz przez najgorsze mój tata się skaleczył i wtedy ja niemogłem się powstrzymać i wypiłem z niego krew do ostatniej kropil. Niebyłem z tego dumny ale po pewnym czasie nauczyłem się z tym żyć i poradziłem sobie z głodem. Teraz bez krwi umiemwwytrzymać nawet tydzień- opowiedział Damond.
Czyli można żyć bez zabijania niewinnych ludzi?? Te pytanie krążyło mi pogłowie przez cały dzień taksamo jak dźwięk łamiących się kości które Ben łamał w czasie przemiany. Pierwszy raz widziałem go w takim stanie krzyczącego z były i z wyczerpania.
Dobrze świec sprubuj być szybszym odemnie Christopher- zawołał Damond już nie obok mnie ale kilometr dalej.
Oczywiście nie mogliśmy zostawić Bena samego więc przywiązaliśmy go łańcuchami bo jak się przemienia naradzie jeszcze nie może tego kontrolować.
Użyłem super sprintu i już powoli doganiałem Diamonda gdy nagle coś poczułem jagby jakołś woń. To był cudny zapach pobiegłem w tamtą strone. Zapach prowadził do buszu. Nagle zobaczyłem Amandę chyba wracając upadła i krew sączyła jej się z kolana. Nie wiem jak Rebecca dawała sobie rade bo nawet nie chciała jej zabić.Mnie natomiast tak kusiło. Nagle Damond złapał mnie w niedźwiedzi uścisk i mówił : stary nierub mi tego, spróbuj się opanować bo jak tym razem ją zabijesz to jej nie przywrucimy. 
Głód był taki mocny, ale właśnie w tedy uświadomiłem sobie ,że to mija przyjaciółką i niemugłbym jej tego zrobić.
Przestałem się wygrywać dla Damonda. To był mój pierwszy krok do normalnego życia.Rebecca w tym czasie zdążyła ją wziąść do domu.
Mój ojciec opatrzył jej ranę i dopiero w tedy uśwjadomiliśmy sobie że Ben może już się przemienił.
Wruciliśmy na miejce treningu ale Ben się podał njedał rady był tak wyczerpany ,że Damond mu odpuścił.
Niestety to nie koniec udręki dla niego bo dziś pełnia.
Mój trener pochwalił mnie za dzisiejszyą postawę lecz było mi bardzo przykro bo coś czułem ,że Amanda się na mnie obraziła.

Rozdział 3 (Christopher)

W nocy usłyszałem jakieś szelesty obok domu Rebecci i Damona.Bo w końcu wampiry nie śpią i maja wytężony słuch. Po cichu poszedłem zobaczyć co się dzieję.Za krzakami zobaczyłem Damona i Rebcce rozmawiali coś o Panie Krwi .Więcej nic nie usłyszałem bo kiedy Damon dowiedział się że podsłuchuje z nienaturalną szybkością podbiegł do mnie i ukręcił mi kark niestety tylko tyle z tej nocy pamiętam. Obudziłem się dopiero o 11 rano w domu oprawcy. Wreszcie śpiąca królewno-krzykną gdy zobaczył,że się obudziłem.
Używając super sprintu znalazł się tuż obok mnie.



A więc co słyszałeś??,odpowiadaj!!!!-krzykną ze zdenerwowaniem.
Wtedy przyszła Rebbekha i uspokoiła Damona coś szepcząc mu do ucha. Nie byłem w stanie usłyszeć co bo mieli zaklęcie które uniemożliwia podsłuchiwanie.
Usiadła obok mnie spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała ze spokojem w głosie -co wczoraj słyszałeś??.
Niestety starsze wampiry umieją hipnotyzować te młodsze. W końcu ona jest jednym z pierwszych. Odpowiedziałem jak na rozkaz-tylko coś o Panie ciemności .
Później powiedziała-Wczoraj w nocy nie mogłeś zasnąć a na zewnątrz słyszałeś tylko szeleszczące się zwierzęta.
Powtórzyłem - Wczoraj w nocy nie mogłem zasnąć a na zewnątrz słyszałem tylko szeleszczące się zwierzęta.
Miałem wymazaną pamięć więc spytałem się-co ja tutaj robię?? Przyszedłeś ponieważ nie mogłeś sobie poradzić z głodem-powiedziałam wampirzyca. My zawsze jak gdzieś jedziemy to zabieramy ze sobą jedną walizkę z torebkami z krwią ze szpitala - powiedział Damond. Trzymaj jedną-powiedziała Rebecca. Natychmiast wypiłem całą. Byłem taki głodny. Wieczorem zobaczymy jakie są twoje umiejętności łowcze- powiedział Damond.
***
Nastało popołudnie moja rodzina i przyjaciele martwili się o mnie. Wampirza para doprowadziła mnie do domu i wyjaśniła im,że przeszedłem tylko po radę. Niestety przez wymazanie pamięci nic nie mogłem powiedzieć Benowi i Amandzie o tym co się zdarzyło.
O, kurde już 16 muszę lecieć na treningi zawołałem z pośpiechem w głosie.
Jaki trening??-zapytała Amanda.
Właśnie?!-odpowiedział Ben
Damon chce sprawdzić jakie mam zdolności łowcze-odpowiedziałem.
Yyy masz coś do wilkołaków??!!!!!- zapytał się Ben.
Nie chodzi tylko że jak na przykład zaatakuje mnie inny wampir to żebym umiał się obronić, a poza tym to czego się spodziewałeś w końcu idziemy na wojne !! - krzyknąłem.
W sumie nie wiem .....-odparł Ben
Dobra lecę pa -powiedziałem i tak byłem jóż spóźniony .
Spotkaliśmy się obok ich domu. Damond podbiegł do mnie z nie naturalną szybkością i zapytał - Młody umiesz woglę się bić???
No nie do końca-odpowiedziałem.
A on w tym czasie zaczął biec i już miałem założoną garde .
No no chyba będziemy ćwiczyć do rana- powiedział ze śmiechem w głosie Damond .
Podjąłem jeszcze kilka prób ale on był za szybki. W końcu udało mi się zrobić unik . O nareszcie postęp-powiedział trener.
Ćwiczyliśmy aż do 1 rano. Opanowałem już szybkie uniki,skręcanie karłów i wyrywanie serc. Oczywiście nigdy tego nie robiłem (oprócz uników) ale Damon pokazał mi jak to wygląda. A co najfajniejsze powiedział że następnego dnia mogę przyjść z Benem poćwiczyć jego zdolności. Niestety nie jest czarodziejem żeby móc pomóc Amandzie a poza tym nie wiem czy ją do końca lubi.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 2 (Fabius)

-Chyba mam odpowiedź na twoje pytanie. Możliwe, że Pan Krwi zaczął łowy.-Odpowiedziała Isabell.
Pewnie czytała w myślach.
- Chris, a pamiętasz jak ci mówiłam o urodzinach?-Zapytała się  Amanda.
- Jeśli zapomniałeś, to zapraszam was wszystkich. Pana też.- Powiedziała Amanda.
- A kiedy?- Zapytałem się.
- Jutro.- Odpowiedziała
- Jesteście wegetarianami?- Zapytałem się
- Nie. Po prostu umiemy się kontrolować .- Odpowiedziała Rebecca.
                          

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 1

 Ech... Wreszycie wakacje. Zaprosiłem też Bena i Amandę. Lecimy za dziesio wszystkich, którzy lecą.Weźcie ze sobą bagaż,uśądźcie na swoje miejsca i ćieszcie się ,że się, że lecicie.- Zażartował pilot.
-Amanda, Ben, lubicie loty samolotem?- Zapytałem się.
-Yyy... tak.- Powiedzieli razem Amanda i Ben.
Wszyscy wsiedli i zaczął się lot . Lecieliśmy już 8 godzin. Co prawda mało śpię i się do tego przyzwyczaiłem, teraz zamknąłem oczy.
Chwile później obudziłem się.
- Kiedy byliście ostatni raz na takich wakacjach?- Zapytała się Amanda
-Ostatni raz tam byliśmy w dwadzieś.. rok temu.- Powiedziałem z godnie z Benem
- Źle się czujesz? Halo? Chris?- Pytał się Ben
-O nie, nawet o tym nie myśl.- Mówił do mnie.
Ja miałbym zaatakować Amandę ?? Mało możliwe. Jednak coś w niej jest. Przy niej czułem się słabszy i chciałem ją zabić.
-Uwaga silne turbulencję.- Powiedział pilot.
- Lądowanie
Wylądowaliśmy. Wyspa nadal jest przepiękna. Pojawiła się mgła. Nagle mgła zmieniła się w domy. Nie były to szałasy, tylko wille. Ale od kiedy były? Nie wiem.
- Możemy pójść na spacer ?- Zapytała się Amanda.
- Dobrze-Odparliśmy z Benem
***
Amanda coś oglądała na telefonie.
- Chłopaki wiecie bo ostatnio patrzyłam na internecie informacje o moje rodzinie i tam pisało,że mój klan był rodem czarodziejów.
-co!!!???! Przeciesz magowie nie istieją- już się balem ,że dowie się o paranormalnych istotach. Na szczęście udało mi się wybrnąć z tej sytuacji.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Prolog

   Wilkołaki zaszarżowały. Większość przemieniła się w wilki, część biegła trzymając sztylety i topory. Co z tego, że wampiry zabarykadowały się za bezpiecznymi murami. Bez krwi mogą przeżyć tylko kilka miesięcy. Ich przeciwnicy doskonale o tym wiedzieli. Ale zdradziła ich porywcza natura, nie zamierzali czekać, aż wampiry po prostu umrą. Ci natomiast zachowywali spokój. W ich szeregach było mnóstwo świetnych łuczników, więc nie było potrzeby opuszczać bezpiecznej ostoi, by pokonać wilkołaki. Ale mimo tego czuło się napięcie. Każde mury można sforsować, nic nie będzie trwało wiecznie. I wtedy król zmienił przebieg wojny. Wolał zginąć śmiercią bohatera w walce, niż zmarnieć i umrzeć z braku krwi. Zabrał najlepszych wojowników. Armia odparła wilkołaki aż do gór, gdzie stworzenia osiedliły się na zawsze.
   Od czasów tamtej wojny trwała nieustanna waśń między wampirami i wilkołakami. Czy ludzie na miarę XXI wieku mogą to zmienić?
Nomida zaczarowane-szablony